Recesja i depresja
Kryzys gospodarczy w Wielkiej Brytanii dotyka
ludzi nie tylko pod względem finansowym. Czyni też spustoszenia w
psychice. Na Wyspach rośnie z jego powodu liczba rozwodów, szerzy się
depresja. Polaków to nie omija.
Andrzej Szuta jest przerażony. Każdy list z banku, który udzielił mu kredytu na zakup domu, wprawia go w stan przedzawałowy.
- Mam problem ze spłatą – przyznaje. – Może
nie wszyscy Polacy zdają sobie sprawę z rosnących kosztów życia w
Wielkiej Brytanii, ale ja je odczuwam na własnej skórze.
Miesięczna rata kredytu na domek jest na tyle wysoka, że Szuta ma
problem z utrzymaniem się. Dla niego wzrost cen żywności, wyższe
rachunki za energię i council tax oraz paliwo mają realny wymiar, bo z
miesiąca na miesiąc kurczy się jego domowy budżet. Na razie bank nie
grozi mu odebraniem domu, ale Polak musi pożyczać, żeby pokryć rosnący
debet na koncie.
300 przejęć domów dziennie
Problem jest poważny. Codziennie trzysta rodzin w Wielkiej Brytanii
traci swoje domy z powodu przejęcia ich przez banki. Od początku
kwietnia do końca czerwca sądy wydały rekordową liczbę 28 tys. 658
nakazów zajęcia hipoteki. To najwięcej od 1993 roku, a w porównaniu z
tym samym kwartałem roku ubiegłego jest to wzrost o 25 proc.
Utrata domu to jednak nie tylko problem finansowy; dla wielu ludzi jest
to osobista tragedia, przyczyna poważnych problemów psychicznych.
Czasem kończy się to kompletną życiową ruiną.
Recesja, załamanie rynku kredytów hipotecznych i wszystkie jego
konsekwencje są na przykład wymieniane jako drugi co do ważności powód
rosnącej w zastraszającym tempie liczby rozwodów. Tradycyjnie więcej
związków rozpada się w styczniu każdego roku, gdy rodziny wpadają w
poświąteczną depresję po podliczeniu wydatków i uzmysłowieniu sobie, że
pozostały kredyty do spłacenia. Jednak w kwietniu 2008 r. liczba
rozwodów była o 40 proc. większa niż w styczniu tego roku, a w
porównaniu z kwietniem roku 2007 było ich aż o 150 proc. więcej!
Prawnicy są zdania, że małżeństwa coraz gorzej radzą sobie z ciśnieniem
finansowym, a stres spowodowany narastającym zadłużeniem sprawia, że
związki pękają jak bańki mydlane
Jeszcze gorzej może być we wrześniu, gdy
ludzie wracają z bajecznych urlopów do szarej rzeczywistości i wpadają
w „powakacyjną depresję”, skutkującą podejmowaniem ważnych życiowych
decyzji. W tym decyzji o rozstaniu z partnerem.
Oszczędzajcie, ale bez przesady
Emocjonalne konsekwencje recesji w Wielkiej Brytanii budzą nawet niepokój organizacji pozarządowych.
Według sondażu Mental Health Foundation, przeprowadzonego na 2000 osób,
aż jedna trzecia badanych ograniczyła swoje wydatki przeznaczane na
rozrywkę właśnie z powodu kurczących się budżetów domowych.
- Wielu ludzi, zwłaszcza tych z młodszego pokolenia, po raz pierwszy w
życiu poczuło potrzebę ograniczenia kosztów życia z powodu otaczających
ich zewsząd sygnałów o poważnej recesji – mówi Celia Richardson,
rzecznik fundacji.
Ostrzega ona jednocześnie, że takie zaciskanie pasa dla
nieprzygotowanych na to młodych osób może się skończyć depresją i
poczuciem izolacji, prowadzącym do zaburzeń emocjonalnych. Sondaż
ujawnił, że aż 8 na 10 osób badanych odczuwa „stres finansowy”,
martwiąc się wpływem obecnego kryzysu ekonomicznego na poziom ich
życia. Aż dwie trzecie uczestników sondażu przyznało, że kłopoty z
pieniędzmi ciągle zaprzątają im myśli.
Pierwszym i najszybciej narzucającym się
sposobem na oszczędzanie jest rezygnacja z życia towarzyskiego. Mental
Health Foundation radzi jednak tego nie robić, bo w ten sposób człowiek
się alienuje i wpada w coraz większy „dołek”.
Zabawne wydaje się jednak to, co fundacja proponuje w zamian. Ludziom
przyzwyczajonym do rozrywek, jakie dają im wielkie miasta Zjednoczonego
Królestwa, w rodzaju koncertów największych gwiazd pop, clubbingu czy
spotkań w pubach, podpowiada, że mogą pozostawać w kontakcie ze światem
zewnętrznym poprzez... zapraszanie przyjaciół i znajomych do zabaw
towarzyskich, jak konkursy szaradziarskie we własnych domach albo gra
Frisbee w parkach.
Politycy proszą o litość
Minister ds. mieszkalnictwa w rządzie Gordona Browna apeluje do banków
i innych instytucji udzielających kredytów na domy, by przejęcie
hipoteki było dla nich „ostatecznym rozwiązaniem”, po jakie sięga się,
gdy zawiodły wszystkie inne możliwości polubownego załatwienia sprawy z
kredytobiorcą.
Również Philip Hammond, minister skarbu w
konserwatywnym gabinecie cieni, podpowiada instytucjom finansowym, by
okazały litość wobec rodzin dotkniętych skutkami recesji i przerażonych
wizją utraty domu. Polityk nie byłby sobą, gdyby nie znalazł winnych
tej sytuacji. – Oto koszt ekonomicznej niekompetencji Gordona Browna,
jaki ponoszą zwykli ludzie – stwierdził bez ogródek.
Andrzej Szuta nie wierzy jednak w to, że bank okaże mu współczucie.
- Dla mnie brytyjskie banki działają jak – sprawne, bo sprawne – ale
jednak maszyny – mówi. – Kontakt z człowiekiem mam, gdy bank chce ubić
ze mną jakiś interes, pożyczyć pieniądze, zaoferować kartę kredytową.
Gdy zaczynam mieć problem ze spłatą, nikt się mną nie interesuje,
dostaję kolejne pisma ponaglające, a pani w okienku rozkłada bezradnie
ręce i mówi, że ona nie może nic pomóc.
Polak twierdzi, że sobie poradzi. Szef obiecał, że będzie dawał mu więcej nadgodzin, żeby mógł trochę więcej zarobić.
Ile ofiar pułapek kredytowych ma jednak tak wyrozumiałych szefów?...
Adam Skorupiński – Goniec.com
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami

















Drukuj
Wyślij

