Nie dać się depresji
2008-03-26 15:23:53
Aktualizacja: 2008-03-26 16:46:31
Depresja, dół czy chandra? Jakkolwiek nie nazwać tego zjawiska, pojawia się pytanie – dlaczego nas dopada?
Prawie każdy Polak w Wielkiej Brytanii przynajmniej raz doświadczył jakiegoś załamania. Depresja dopada nas niespodziewanie i nieleczona może doprowadzić do poważnych konsekwencji. Dlaczego tak często stajemy się jej ofiarami?
Dwa światy
Kolejne niedzielne popołudnie samotnie spędzone przed telewizorem. Telefon milczy. To bardzo częsty obraz życia Polaków mieszkających na Wyspach. Jagoda pochodzi z małego miasta w Polsce i pomimo, że finansowo powodzi się jej bardzo dobrze, chce wrócić do kraju. – Mam dość samotnych wieczorów i ciągłego braku czasu na znajomości. Pracuję od rana do wieczora, rzadko znajduję czas na spotkania z przyjaciółmi, których i tak mam bardzo niewielu – żali się Polka.
Jagoda nie jest jednak odosobniona w swoim osamotnieniu. Z podobnym problemem walczy na Wyspach wielu Polaków. Niektórzy taki styl życia wybierają celowo, a więzi z rodakami unikają z obawy o oszustwo, zdradę czy niezdrową konkurencję.
Magda przyjechała do Anglii pięć lat temu. Za wszelką cenę chciała odciąć się od swoich korzeni, aby, jak twierdzi, „uzyskać pełną akceptację brytyjskiego społeczeństwa”. Przebywała jedynie w anglojęzycznym środowisku, które wbrew oczekiwaniom często okazywało się bardzo fałszywe. – Nie do końca potrafiłam dopasować się do „angielskich salonów”. Często nie rozumiałam podejścia do życia miejscowych, a oni mojego. Stawało się to uciążliwe szczególnie w momentach kryzysowych, kiedy potrzebowałam wsparcia lub po prostu zwykłej rozmowy – opowiada dziewczyna.
Początkowo kłopoty z komunikacją z angielskimi znajomymi Magda tłumaczyła różnicą kulturową. Zabiegi o ich wsparcie w trudnych chwilach na nic się zdały – najpierw mówili Magdzie, że jest malkontentką, a później zupełnie ją zignorowali. To najbardziej zabolało Polkę. Zamknęła się w sobie, zaczęła tracić kontakt ze światem zewnętrznym. Codziennie wieczorem dzwoniła jedynie do rodziny w Polsce, która namawiała ją na powrót.
– Straciłam wiarę w siebie i nawet przestało mi zależeć na tym, jak wyglądam. Wieczory najchętniej spędzałam sam na sam w towarzystwie butelki wina. Na konsekwencje nie trzeba było długo czekać: zaczęłam spóźniać się do pracy i w końcu ją straciłam – wspomina Magda.
Dziewczyna była bezrobotna przez dwa miesiące. Stres związany z brakiem pracy stał się przyczyną wielu dolegliwości: silnych bóli brzucha i karku.
– Umówiłam się na wizytę z lekarzem, który skierował mnie na bezpłatne badania i fizjoterapię, jak również polecił regularne spotkania z psychoterapeutą. To mnie uratowało – mówi Polka.
Załamanie Magdy sprzed kilkunastu miesięcy bardzo ją wzmocniło. Dziś tryska energią i pomysłami. To, czego niedawno doświadczyła traktuje jako dobrą szkołę życia.
Obywatel drugiej kategorii
Justyna – z wykształcenia pedagog – mieszkała w Anglii przez rok. Niestety brak znajomości języka nie pozwolił jej na znalezienie pracy w zawodzie. Jak większość nowo przybyłych Polaków, przez pierwsze miesiące pobytu na Wyspach imała się tymczasowych prac, aby móc opłacić czynsz. Nie przynosiły jej one jednak satysfakcji.
– W lokalnej restauracji fish&chips robiłam wszystko, łącznie z myciem podłóg i łazienki. Wtedy jedna z moich przełożonych sarkastycznie nazwała mnie „polskim kopciuszkiem” – wspomina Justyna.
Te obraźliwe komentarze bardzo dotknęły Polkę. Ale na jednej uwadze upokorzenia się nie skończyły… Pogłębiło to brak wiary w siebie, a bariera językowa, która utrudniała jakąkolwiek komunikację, doprowadziła Justynę do rozpaczy.
Przez kilka tygodni nie pracowała w obawie o to, że znowu spotka się z kolejną arogancją ze strony cudzoziemców. Stopniowo jej frustracja przerodziła się w ataki lęku – dziewczyna bała się wyjść do sklepu czy pójść na pocztę. Zdecydowała się więc na powrót do Polski, gdzie obecnie uczęszcza na zajęcia grup terapeutycznych, pomagających odbudować poczucie własnej wartości.
– Może w Polsce pieniądze nie są godne, ale przynajmniej nie jest się obywatelem drugiej kategorii... – mówi.
Psycholog Ilona Modrzejewska na emigracyjne dołki poleca długie rozmowy. To pierwsza pomoc, jakiej możemy sobie sami udzielić. – To najlepszy sposób na wyleczenie się z depresji. Nawet jeśli w pobliżu nas nie znajduje się ktoś, z kim moglibyśmy dzielić nasze troski, to alternatywą może być wyjście „do ludzi”, czyli np. do biblioteki, na koncert, na kurs tańca… Za wszelką cenę powinno się unikać poczucia samotności. Dla tych, którym brakuje śmiałości, rozwiązaniem może być wizyta w lokalnej przychodni, w której w wyznaczonych godzinach można skorzystać z bezpłatnych porad psychoterapeutów – podsuwa pomysły psycholog Modrzejewska.
Gdzie moje szczęście?
Andrzej pracował w Polsce jako dziennikarz w dość prestiżowym miesięczniku popkulturalnym. Zdecydował się na wyjazd do Londynu, bo „tłamsiła go polska mentalność”. Sześć lat temu pełen ambicji i siły przebicia nie podejrzewał, jakie trudności napotka za granicą. – Liczyłem na pracę w zawodzie. Zaoszczędzę trochę gotówki, pójdę na studia podyplomowe i jakoś uda mi się przebić do brytyjskich mediów. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Zamiast dziennikarstwa, uczyłem się tysiąca innych zawodów, które i tak w żadnym stopniu nie będą mi przydatne, a na studia wiecznie nie było mnie stać. Nie mówiąc o tym, że przez sześć lat nie udało mi się odłożyć „złamanego centa” – opowiada Andrzej.
Według mężczyzny pobyt w Londynie okazał się stratą czasu, a sześcioletnia pogoń za marzeniami fiaskiem. Ciągłe zmęczenie i chaotyczne życie też mu nie sprzyjały. Jego radosna natura zamieniła się w malkontenctwo. Złe samopoczucie nasilało się szczególnie podczas długich zim. Nie wystarczało wsparcie rodziny i przyjaciół.
– Musiałem udać się do specjalisty. Tu ludzie traktują taką pomoc zupełnie inaczej niż w Polsce. Na Wyspach to, że ktoś nie radzi sobie z emocjami nie jest wstydliwym problemem – mówi Andrzej.
Zdania lekarzy co do przyczyn depresji są podzielone. Coraz więcej wiemy jednak o sposobach jej leczenia. Najlepszymi i najskuteczniejszymi sposobami walki z tym schorzeniem są aktywność fizyczna, przebywanie na świeżym powietrzu i relaks.
To także dobry sposób na tzw. dołki, które od czasu do czasu trapią niemal każdego z nas. Wtedy też nie mamy ochoty na nic, nie chcemy nikogo widzieć, odczuwamy wewnętrzną pustkę. Jednakże uczucia te są zazwyczaj krótkotrwałe i towarzyszą nam kilka godzin lub co najwyżej kilka dni. To właśnie odróżnia „dołek” od depresji.
Magdalena Marek - Goniec Polski
Prawie każdy Polak w Wielkiej Brytanii przynajmniej raz doświadczył jakiegoś załamania. Depresja dopada nas niespodziewanie i nieleczona może doprowadzić do poważnych konsekwencji. Dlaczego tak często stajemy się jej ofiarami?
Dwa światy
Kolejne niedzielne popołudnie samotnie spędzone przed telewizorem. Telefon milczy. To bardzo częsty obraz życia Polaków mieszkających na Wyspach. Jagoda pochodzi z małego miasta w Polsce i pomimo, że finansowo powodzi się jej bardzo dobrze, chce wrócić do kraju. – Mam dość samotnych wieczorów i ciągłego braku czasu na znajomości. Pracuję od rana do wieczora, rzadko znajduję czas na spotkania z przyjaciółmi, których i tak mam bardzo niewielu – żali się Polka.
Jagoda nie jest jednak odosobniona w swoim osamotnieniu. Z podobnym problemem walczy na Wyspach wielu Polaków. Niektórzy taki styl życia wybierają celowo, a więzi z rodakami unikają z obawy o oszustwo, zdradę czy niezdrową konkurencję.
Magda przyjechała do Anglii pięć lat temu. Za wszelką cenę chciała odciąć się od swoich korzeni, aby, jak twierdzi, „uzyskać pełną akceptację brytyjskiego społeczeństwa”. Przebywała jedynie w anglojęzycznym środowisku, które wbrew oczekiwaniom często okazywało się bardzo fałszywe. – Nie do końca potrafiłam dopasować się do „angielskich salonów”. Często nie rozumiałam podejścia do życia miejscowych, a oni mojego. Stawało się to uciążliwe szczególnie w momentach kryzysowych, kiedy potrzebowałam wsparcia lub po prostu zwykłej rozmowy – opowiada dziewczyna.
Początkowo kłopoty z komunikacją z angielskimi znajomymi Magda tłumaczyła różnicą kulturową. Zabiegi o ich wsparcie w trudnych chwilach na nic się zdały – najpierw mówili Magdzie, że jest malkontentką, a później zupełnie ją zignorowali. To najbardziej zabolało Polkę. Zamknęła się w sobie, zaczęła tracić kontakt ze światem zewnętrznym. Codziennie wieczorem dzwoniła jedynie do rodziny w Polsce, która namawiała ją na powrót.
– Straciłam wiarę w siebie i nawet przestało mi zależeć na tym, jak wyglądam. Wieczory najchętniej spędzałam sam na sam w towarzystwie butelki wina. Na konsekwencje nie trzeba było długo czekać: zaczęłam spóźniać się do pracy i w końcu ją straciłam – wspomina Magda.
Dziewczyna była bezrobotna przez dwa miesiące. Stres związany z brakiem pracy stał się przyczyną wielu dolegliwości: silnych bóli brzucha i karku.
– Umówiłam się na wizytę z lekarzem, który skierował mnie na bezpłatne badania i fizjoterapię, jak również polecił regularne spotkania z psychoterapeutą. To mnie uratowało – mówi Polka.
Załamanie Magdy sprzed kilkunastu miesięcy bardzo ją wzmocniło. Dziś tryska energią i pomysłami. To, czego niedawno doświadczyła traktuje jako dobrą szkołę życia.
Obywatel drugiej kategorii
Justyna – z wykształcenia pedagog – mieszkała w Anglii przez rok. Niestety brak znajomości języka nie pozwolił jej na znalezienie pracy w zawodzie. Jak większość nowo przybyłych Polaków, przez pierwsze miesiące pobytu na Wyspach imała się tymczasowych prac, aby móc opłacić czynsz. Nie przynosiły jej one jednak satysfakcji.
– W lokalnej restauracji fish&chips robiłam wszystko, łącznie z myciem podłóg i łazienki. Wtedy jedna z moich przełożonych sarkastycznie nazwała mnie „polskim kopciuszkiem” – wspomina Justyna.
Te obraźliwe komentarze bardzo dotknęły Polkę. Ale na jednej uwadze upokorzenia się nie skończyły… Pogłębiło to brak wiary w siebie, a bariera językowa, która utrudniała jakąkolwiek komunikację, doprowadziła Justynę do rozpaczy.
Przez kilka tygodni nie pracowała w obawie o to, że znowu spotka się z kolejną arogancją ze strony cudzoziemców. Stopniowo jej frustracja przerodziła się w ataki lęku – dziewczyna bała się wyjść do sklepu czy pójść na pocztę. Zdecydowała się więc na powrót do Polski, gdzie obecnie uczęszcza na zajęcia grup terapeutycznych, pomagających odbudować poczucie własnej wartości.
– Może w Polsce pieniądze nie są godne, ale przynajmniej nie jest się obywatelem drugiej kategorii... – mówi.
Psycholog Ilona Modrzejewska na emigracyjne dołki poleca długie rozmowy. To pierwsza pomoc, jakiej możemy sobie sami udzielić. – To najlepszy sposób na wyleczenie się z depresji. Nawet jeśli w pobliżu nas nie znajduje się ktoś, z kim moglibyśmy dzielić nasze troski, to alternatywą może być wyjście „do ludzi”, czyli np. do biblioteki, na koncert, na kurs tańca… Za wszelką cenę powinno się unikać poczucia samotności. Dla tych, którym brakuje śmiałości, rozwiązaniem może być wizyta w lokalnej przychodni, w której w wyznaczonych godzinach można skorzystać z bezpłatnych porad psychoterapeutów – podsuwa pomysły psycholog Modrzejewska.
Gdzie moje szczęście?
Andrzej pracował w Polsce jako dziennikarz w dość prestiżowym miesięczniku popkulturalnym. Zdecydował się na wyjazd do Londynu, bo „tłamsiła go polska mentalność”. Sześć lat temu pełen ambicji i siły przebicia nie podejrzewał, jakie trudności napotka za granicą. – Liczyłem na pracę w zawodzie. Zaoszczędzę trochę gotówki, pójdę na studia podyplomowe i jakoś uda mi się przebić do brytyjskich mediów. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Zamiast dziennikarstwa, uczyłem się tysiąca innych zawodów, które i tak w żadnym stopniu nie będą mi przydatne, a na studia wiecznie nie było mnie stać. Nie mówiąc o tym, że przez sześć lat nie udało mi się odłożyć „złamanego centa” – opowiada Andrzej.
Według mężczyzny pobyt w Londynie okazał się stratą czasu, a sześcioletnia pogoń za marzeniami fiaskiem. Ciągłe zmęczenie i chaotyczne życie też mu nie sprzyjały. Jego radosna natura zamieniła się w malkontenctwo. Złe samopoczucie nasilało się szczególnie podczas długich zim. Nie wystarczało wsparcie rodziny i przyjaciół.
– Musiałem udać się do specjalisty. Tu ludzie traktują taką pomoc zupełnie inaczej niż w Polsce. Na Wyspach to, że ktoś nie radzi sobie z emocjami nie jest wstydliwym problemem – mówi Andrzej.
Zdania lekarzy co do przyczyn depresji są podzielone. Coraz więcej wiemy jednak o sposobach jej leczenia. Najlepszymi i najskuteczniejszymi sposobami walki z tym schorzeniem są aktywność fizyczna, przebywanie na świeżym powietrzu i relaks.
To także dobry sposób na tzw. dołki, które od czasu do czasu trapią niemal każdego z nas. Wtedy też nie mamy ochoty na nic, nie chcemy nikogo widzieć, odczuwamy wewnętrzną pustkę. Jednakże uczucia te są zazwyczaj krótkotrwałe i towarzyszą nam kilka godzin lub co najwyżej kilka dni. To właśnie odróżnia „dołek” od depresji.
Magdalena Marek - Goniec Polski
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij

Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.
(2008-03-28 18:42:57)
prawda
to jest swieta prawda tu dopada mnie deprecha. całe szczescie że tej zimy mam to już za sobą i teraz czuję sie ok ale co bedzie za rok w zime strach sie bać, dopada mnie tylko zimą . co mam robić ja chce tu zostać na stałe.pa pa pa~ana16